Dostawa żywego towaru.

 

Zatrzymuję się przepełniony bydlęcy pociąg,
Z hukiem uderzają uchwyty ze stali.
Uzbrojeni żołnierze czekają i te ujadające psy,
Po otwarciu wszyscy na zewnątrz wypadli.

Dookoła słupy wysokie i kolczasty drut,
Pod nogami błoto i ten przenikający chłód.
Niewyobrażalny swąd ludzkich ciał,
Dokuczliwe pragnienie i niesamowity głód.

W barakach brud, szczury,pchły i wszy,
Ciągły płacz,szloch i ciche nawoływanie.
Gdzieś w oddali ktoś mówi o swoim dziecku,
Ratujcie, jeśli ktoś przy życiu pozostanie.

Takie nawoływanie codziennością było,
Piece niekiedy nie nadążały w spaleniu zwłok.
I choć na zewnątrz oślepiało słońce,
W obozie było przerażenie i ciągły mrok.

Nic wiecznie nie trwa, nawet ci oprawcy,
Teraz stłoczeni jak bydło,a panami byli.
Nieliczni zostali uwolnieni z tego piekła zła,
A oprawcy swoją wyższością teraz się dławili.